„Cuda” na nartach a fizjoterapia

W każdym sezonie jeździmy na narty do Francji. W tym roku udało się wyjechać dopiero w kwietniu. Mimo to warunki przez większość czasu dalekie były od wiosennych. Mgła, chmury, podający śnieg. Czasami widoczność spadała do kilku metrów. W takich okolicznościach łatwo stracić orientację. Przydarzyło się to i mnie. Jadąc we mgle blisko brzegu wyznaczonej trasy wyjechałem za daleko i nagle poczułem, że spadam w dół. Ześlizgnąłem się z bardzo stromej ściany. Jednak mózg zadziałał odruchowo – udało mi się opanować niemalże pewny upadek i po chwili byłem z powrotem na trasie. Niestety ten manewr pozostawił „ślad” w mojej prawej nodze.

Póki jeździłem i mięśnie były rozgrzane nic nie czułem. Ale wieczorem zacząłem odczuwać ból w górnej części łydki. Początkowo tylko przy chodzeniu. Lecz dosłownie z każdym kwadransem ból się zwiększał. Po godzinie mogłem tylko leżeć. Nie było szans stanąć na prawej nodze. Brak jakiegokolwiek obrzęku czy innych śladów a mimo to ból wciąż się nasilał osiągając pułap 8/10.. Byłem załamany. Sądziłem, że naderwałem przyczep brzuchatego łydki. W myślach właściwie pożegnałem się z dalszą jazdą na nartach podczas tego wyjazdu. Do łóżka dotarłem z grymasem bólu skacząc na jednej nodze.. Na drugi dzień było sporo lepiej, ale i tak ledwie kuśtykałem..
Jednak w całym moim „nieszczęściu” okazało się, że jestem niezwykłym szczęściarzem.. Byłem na nartach z Tomkiem Sołowińskim – szefem fizjoterapeutów CRS Clinic. Szybki telefon i niedługo później Tomek badał moją nogę. Diagnoza jednoznaczna: dolegliwości pochodzą ze stawu piszczelowo-strzałkowego  – doszło do tzw. „zablokowania głowy strzałki”, prawdopodobnie w wyniku pociągnięcia przez gwałtownie napinający się mięsień dwugłowy uda (w momencie gdy „spadłem” z trasy). Taka dolegliwość nie dość, że jest skrajnie bolesna, bo „zablokowana” strzałka podrażnia tkanki okołostawowe to potrafi się utrzymywać długi czas. Chyba, że macie przy sobie dobrego fizjoterapeutę. Ja miałem:) Tomek manualnie odblokował kość strzałkową. Wróciła na swoje miejsce i ból ustąpił tak szybko jak się pojawił. Na drugi dzień jeździłem już normalnie na nartach. Aż trudno uwierzyć, że kilkadziesiąt godzin wcześniej nie mogłem nawet stanąć na prawej nodze.

Kolejny raz okazało się, że fachowa pomoc fizjoterapeutyczna potrafi zdziałać prawdziwe „cuda”. Dlatego polecam wszystkim – warto jeździć na narty z fizjoterapeutą… 😀

Paweł Sobczyński
pawel.sobczynski@crsclinic.pl